 |
| Hannu Lepistoe / fot. Sport |
|
 |
Ja nie widzę sensu, by Adam brał udział w zawodach na skoczni w Malince, ale dla ludzi tutaj jest to niezmiernie ważne - mówi w wywiadzie dla "Sportu" Hannu Lepistoe, pracujący nad poprawą formy naszego mistrza. - Cieszy się pan z powrotu do pracy?
- Jeszcze sam tego nie wiem – mówi Hannu Lepistoe. - Byłem już spokojnym człowiekiem, zajmowałem się domowymi sprawami. Nie miałem żadnych planów. I nagle zadzwonił Adam, wszystko się wywróciło. Sam nie wiem, co o tym sądzić.
- Widział pan już w trakcie transmisji telewizyjnych, że Adam popełnia błędy?
- Tak. Zdawałem sobie z tego sprawę jeszcze zanim do mnie zadzwonił. Nie do końca wiedziałem, dlaczego nie lata. Dlatego po jego przyjeździe do Lahti przeprowadziliśmy testy, które wyjaśniły pewne sprawy.
- Co jest trudniejsze: komentowanie skoków czy praca trenera?
- W telewizji nie można sobie pozwolić na pomyłkę. Powiesz jedno niewłaściwe słowo i błyskawicznie słyszą je miliony ludzi. Trener ma jednak łatwiej.
- Jest pan zaskoczony zainteresowaniem treningami, pana osobą?
- Tak. Bardzo. Nie do końca to rozumiem.
- Rozmawiał pan z innymi szkoleniowcami?
- O tym, co się dzieje teraz – nie. Wcześniej owszem, byłem z nimi w kontakcie. Teraz nie zamieniłem z nikim ani słowa.
- A jak na prośbę Adama zareagowała pana rodzina?
- Powiedzieli, żebym robił to, co uważam za stosowne.
- Jak się panu podoba skocznia w Wiśle-Malince?
- Jest świetna. Ma dobry profil, jest dobrze przygotowana. Najważniejsze, że droga, którą skoczkowie muszą pokonać piechotą, jest bardzo krótka. Nie kojarzę innego obiektu na świecie z tak niewielkim dystansem do przejścia. Słyszałem, że w Zakopanem po przebudowie wyciągu ten odcinek też się skrócił, ale jeszcze nie widziałem, czy jest tak w rzeczywistości.
- Wkrótce będzie pan miał okazję się o tym przekonać.
- Tak, w poniedziałek chcę pojechać z Adamem potrenować na Wielkiej Krokwi. Zmiana skoczni dobrze mu zrobi.
- Czy Adam wystartuje w niedzielę w zawodach organizowanych na skoczni w Malince?
- Jeszcze nie wiem. Powiedziałem Andrzejowi Wąsowiczowi (zarządzającemu skocznią w Wiśle wiceprezesowi PZN – przyp. red.), że potraktujemy je jako trening. Potem okazało się, że zawody są w niedzielę, a ja na ten dzień zaplanowałem przerwę. Muszę to przemyśleć. Do wyboru mam twarde trzymanie się harmonogramu bądź elastyczne dostosowanie do sytuacji. Może pauzę przeniesiemy na sobotę, a kolejne skoki odbędą się dzień później. Ja nie widzę sensu, by Adam brał udział w tych zawodach, ale dla ludzi tutaj jest to niezmiernie ważne.
- Jak się panu podoba Wisła?
- Cóż, niewiele widziałem, tylko hotel, skocznię i drogę między tymi dwoma miejscami... Ale byłem tu raz wiosną. Trafiłem na festiwal kulturowy, wiele narodów prezentowało swoje tradycyjne tańce i zwyczaje. To było piękne. Zresztą miejscowość też jest fajna.
Rozmawiał: Krzysztof Jordan
Czytaj więcej w dzienniku Sport
2009-02-01 - Sport /aktivpress.pl Skoki narciarskie - Skoki narciarskie Wywiady - Wywiady
wersja do druku |