Futbol nie jest ich zawodem. Nigdy nie wygrali meczu o punkty. W rankingu FIFA zajmują ostatnie miejsce. Kto? Piłkarze San Marino, dzisiejsi rywale Polaków.
Poziom futbolu w Europie jest wyrównany, każdy umie grać w piłkę – zdanie powtarzane jak mantra przez naszych zawodników, m.in. po meczu ze Słowenią, nie powinno odnosić się przynajmniej do jednej reprezentacji. Akurat tej, z którą zagramy dzisiaj o godz. 20.30 w Serravalle w eliminacjach MŚ (transmisja w TVP1). Bo czy wypada bać się rywala, który kwalifikacje Euro 2008 zakończył z zerowym dorobkiem punktowym i bilansem bramek 2:57?
Historyczną datą w futbolu San Marino jest 28 kwietnia 2004 roku. Tego dnia w towarzyskim meczu podopieczni nauczyciela wychowania fizycznego Giampaolo Mazzy pokonali faworyzowany Liechtenstein 1:0. Więcej wzlotów nie było. W pozostałych meczach piłkarze z najstarszej republiki świata z reguły walczyli o jak najniższy wymiar kary. Czasami się udawało, częściej jednak nie, jak na początku eliminacji Euro 2008, gdy Niemcy wygraliw Serravalle 13:0. We wcześniejszych latach amatorzy z San Marino tracili np. po dziesięć goli w meczach z Norwegią i Belgią. W sumie od 1988 roku, gdy zostali członkiem FIFA i UEFA, w 93 meczach międzypaństwowych przegrali 87 razy.
Najwyższe miejsce w rankingu FIFA piłkarze z Płw. Apenińskiego zajmowali w 1993 roku – 118. Wówczas potrafili przeciwstawić się nawet europejskim średniakom, np. Polsce, z którą w eliminacjach MŚ 1994 r. przegrali tylko 0:1 po golu strzelonym ręką przez Jana Furtoka. Jeszcze bardziej zaimponowali w meczu z Anglią (w tych samych kwalifikacjach), gdy Davide Gualtieri zdobył najszybszą bramkę w historii eliminacji MŚ. Już po ośmiu sekundach! Wyczyn przeszedł do historii, ale trochę rozdrażnił zaskoczonych rywali (skończyło się 1:7).
Od tej pory San Marino jeszcze bardziej równało w dół, by sięgnąć dna w tym roku. W światowym rankingu drużyna Mazzy zajmuje ostatnie, 200. miejsce. Za Kajmanami, Arubą, Dominiką i Laosem, a na równi m.in. z Wyspami Cooka, Guam, Anguillą, Timorem Wschodnim i Papuą-Nową Gwineą.Tylko dwóch piłkarzy San Marino zarabia dzięki piłce. To 32-letni Andy Selva (występuje w Sassuolo, beniaminku Serie B) i dziesięć lat młodszy bramkarz Aldo Simoncini (czwarta liga włoska). Ich koledzy z drużyny trenują wieczorami. Wcześniej zarabiają na utrzymanie rodziny m.in. w pizzerii, na poczcie, w bankach i zakładach samochodowych. Kiedyś jeden pracował w rzeźni.
Amatorska liga w San Marino składa się z 15 drużyn (dwie grupy po siedem i osiem), ale jeszcze nie wznowiła rozgrywek. Mało tego, reprezentacja San Marino nie grała w tym roku żadnego oficjalnego meczu. Ostatni raz wybiegła na boisko w listopadzie 2007 roku, gdy uległa u siebie Słowacji 0:5.
Brak tegorocznych statystyk to żadne zaskoczenie – zawodnicy z 29-tysięcznego państwa bardzo rzadko rozgrywają towarzyskie spotkania (zaledwie sześć w historii oraz nieoficjalne, bezbramkowe z Watykanem w 1994 roku). Powód? Nie ma chętnych do sparingów z San Marino, zresztą piłkarze z tego państewka mają ważniejsze sprawy na głowie.
– To nie będzie łatwy mecz – przestrzegają prezes PZPN Michał Listkiewicz i asystent Beenhakkera Rafał Ulatowski (oglądał niedawno młodzieżówkę San Marino, bo ona już zainaugurowała sezon). Dobrze, że ludzie odpowiedzialni za polski futbol mają poczucie humoru.
Autor: Maciej Białek
Czytaj więcej w Życiu Warszawy
2008-09-10 - Życie Warszawy, www.zw.com.pl /aktivpress.pl Piłka nożna - Polska Piłka nożna - Mistrzostwa świata
wersja do druku |